Zaznacz stronę

Prymitywna i obskurancka władza PiSu nie tylko tym szkodzi, co robi, czyli na co traci czas i energię, swoją czyli rządową czyli naszą i tą całkiem naszą, ale tym, czego nie robi i nigdy nie zrobi. I jeszcze gorzej – tym co robi uniemożliwia sensowną dyskusję na temat tego, co ważne.

Jedyną zrozumiałą intencją działań mających na celu przejęcie kontroli nad sądami jest oczywiście centralizacja władzy, czyli zmiana modelu politycznego typowego dla demokracji liberalnej, do czego oczywistą – z kretyńskiej woli wyborców i polityków – zachętą było uzyskanie jednopartyjnej większości parlamentarnej. PiS zrozumiał tę sytuację w ten sposób, że tak oto przejął władzę ustawodawczą i wykonawczą, więc brakuje mu już tylko jednej. Nie o tym tutaj, chcę tylko jasno, uprzedzająco zaznaczyć, że miałem nadzieję, iż czegoś równie wstrętnego i prostackiego w swoim kraju nie doczekam.

Mój problem natomiast polega na tym, że na temat sądów, ich walki o niezawisłość  i autonomię nie jestem w stanie się wypowiedzieć. Moim zdaniem, ten konflikt i atak PiSu na sądy zamyka usta wielu wrażliwym ludziom, do których ośmielam się sam siebie zaliczać, ponieważ nie jestem w stanie walką o sądy ani się specjalnie wzruszyć ani w niej aktywnie uczestniczyć. Albowiem mam wrażenie, że jedyną propozycją jaką mają sędziowie jako środowisko, to jest zachowanie tego, co było, utrzymanie status quo, z liberalnych czasów Platformy, albo SLD. Obie te partie z różnych przyczyn wierzyły ślepo w liberalną demokrację w tym dosyć banalnym sensie, że uważały, że problemy rozwiążą się same. (Obawiam się, że to jest osobista właściwość także Donalda Tuska, który sądy i prokuratury zostawił w stanie wolnym, jak je zastał po pierwszym PiSie). I otóż oczywiście, one się rozwiążą, w zakresie równowagi cen kawy na rynku, ale nie rozwiążą się we wszystkich tych sferach, które nie rządzą się prawem rynku i prawem pieniądza.

Tak oto właśnie biegunowy spór polityczny uniemożliwia wszelką sensowną zmianę i wszelką sensowną rozmowę. Bo pytanie które się sprowadza do tego, czy jesteś za PiSem czy przeciwko, czy jesteś za reformą sądów, czy przeciwko jest z mojego punktu widzenia w tym przypadku zupełnie niedorzeczne.

Sądami przez dwadzieścia parę lat nikt specjalnie ze szczebla politycznego nie był w stanie się zainteresować. Stworzony został samorząd sędziowski, który zapewnił sędziom i sądom całkowitą autonomię, co niestety w polskich warunkach braku kultur środowiskowych i zawodowych standardów etycznych – zapewnił sędziom i sądom całkowitą dowolność i niewrażliwość na swoją rolę. Na swoją misję.

Liczba niedouczonych, niewrażliwych, aroganckich, prostackich, niekulturalnych, leniwych sędziów jest nieprawdopodobnie duża, być może wręcz stanowią oni większość. Problem polega na tym, że w strukturze autonomii i samorządności nie było nigdy żadnych szans, na jakąkolwiek refleksję, ocenę czy samooczyszczenie. Pensje były dobre i rosły. Pozycja niezależna i nietykalna. Sądy dyscyplinarne fikcyjne.

Jeżeli ktokolwiek próbował kiedykolwiek wykazać w postępowaniu dyscyplinarnym albo prostactwo albo nieuctwo sędziego, albo zwyczajnie jego rażącą stronniczość – ten zawsze dowiadywał się, że sprawa należy do sfery orzeczniczej i jako taka podlega ochronie z punktu widzenia niezawisłości.

Mam w pamięci dziesiątki przykładów sędziów, którzy albo nic ze sprawy nie rozumieli i wydawali pomimo to wyroki, albo zwyczajnie wspierali jedną ze stron z całkowicie niemożliwych do wyjaśnienia przyczyn. W niektórych przypadkach stronniczość szła tak daleko, że nie zdziwiłbym się niczym jeżeli chodzi o to, skąd się ona brała.

Jeszcze dzisiaj mógłbym przytaczać z pamięci wyrok za wyrokiem, które po prostu kupy się nie trzymały, bo wynikały z pomylenia faktów i nieznajomości akt sprawy. To nie były i to nie są pojedyncze przypadki. To jest bliskie powtarzalnego standardu w polskim sądownictwie.

Więc pytanie: czy autonomiczne i samorządne organa sędziowskie, które co najmniej od dwóch lat prowadzą ambitną walkę o niezawisłość sądownictwa złożyły jakąkolwiek propozycję realnej reformy sądów? Otwarcia się na społeczeństwo? Zrozumienia, skąd się biorą tak nędzne notowania społeczne, na które z upodobaniem powołuje się PiS. Dopuszczenia innych grup zawodowych i społecznych do wyboru sędziów i określania standardów ich pracy?

Przy okazji obecnego sporu jakiś Sasin czy inny równie fatalny facet zarzucał sądom, że są komunistyczne, pytany dalej – jak to możliwe, skoro sędziowie mają średnio 40 lat – użył argumentu, że sądy się replikują. No i znów, gdy dwóch mówi to samo, to nie to samo znaczy (Młynarski). Sądy naprawdę się replikują. Sędziowie z rejonów najpierw poddani są przez wiele lat standaryzacji i wydają wyroki pod kątem instancji odwoławczej, która zresztą, na przykład, w sprawach rodzinnych z upodobaniem podwyższa lub obniża alimenty (co jak wiadomo, jest kwestią humoru i odczuć, nie zaś analizy akt). Następnie awansują do instancji odwoławczej i poddają tożsamej obróbce sędziów sądów rejonowych. Najogólniej styl orzecznictwa dominujący w polskich sądach polega na tym, żeby znaleźć przepis, a jeżeli nie to orzeczenie, na którym będzie można wydać wyrok, niespecjalnie zastanawiając się, kto w sprawie miał rację i o co chodziło. To jest orzecznictwo które należałoby określić jako oparte na „semantycznym” rozumieniu prawa. Normalni ludzie nazwali by to orzecznictwo raczej niezrozumiałym.  

Każdy adwokat, który spędził te kilkadziesiąt lat w sądach wiedział i wie jedno: najlepsze, co dla swojego klienta możecie zrobić, to unikać sądu i obchodzić sądy z najdalszego daleka.

O ile każdy myślący, demokratycznie zorientowany Europejczyk, za którego się uważam, jest przekonany o znaczeniu niezawisłości sądów – właściwie o czym tu mówić i o czym tu dyskutować – to obecna walka polskich sędziów o niezawisłość, szczerze mówiąc, nie jest w stanie mnie wzruszyć. Bo jeżeli propozycją dla sądów, czyli dla nas jest to, co było (czyli po prawdzie to, co jest) – to ja dziękuję bardzo. Nie chcę powiedzieć, że wolę, by PiS to wszystko zaorał, bo wtedy szybciej nowe wyrośnie, w rzeczywistości społecznej tak nie ma. Ale nie mogę patrzeć ani słuchać wmawiania nam, że niezawisłość i autonomia samorządu sędziowskiego to jest rozwiązanie problemu sądownictwa. Albo – że nie ma problemu sądów, ich arogancji, niekompetencji i terminów, i że to tylko PiS nam wmawia.

Żadna niezawisłość ani autonomia nie uchylą nieuctwa, arogancji, niewrażliwości, lenistwa.  W tej chwili dochodzi do fałszywego procesu sakralizacji dotychczasowej roli i sędziów i stanu sądownictwa, co dla znacznej część inteligencji jest i będzie naturalnym efektem ataku ze strony PiSu. (Jednym z eksponowanych bojowników stowarzyszenia Iusticia jest fatalny sędzia, który w obrzydliwy sposób pozbawił mnie immunitetu adwokackiego jako świadka przed sądem, jak słyszę go jako obrońcę demokracji i praworządności, to mnie skręca).

Ale to jest nieprawda, że niezawisłość jest wszystkim. Niezawisłość to jest tak zwany sinequanon, ale żadne tam rozwiązanie. Dlatego właśnie PiS jest bardziej szkodliwy niż szkodliwe jest samo dążenie do  kontroli nad sądami. Bo obecny konflikt odracza prawdziwe rozwiązanie problemu o kolejne lata.

A przedsięwzięcie polegające na doprowadzenie sądów do poziomu cywilizowanego, praworządnego państwa jest przedsięwzięciem wymagającym wielu lat codziennej, systematycznej i wielce ideowe pracy. I w zasadzie – praca ta nigdy się nie kończy.

Warto spojrzeć choćby na kilka wskaźników – czas trwania postępowań, liczbę polskich wyroków uchylanych przez sądy ponadkrajowe, czas trwania tymczasowych aresztowań akceptowanych przez sądy, niemal bezrefleksyjnie akceptujące wnioski prokuratur. To są te sądy, te właśnie, póki co raczej niezawisłe. Tylko – co z tego, że niezawisłe.

Więc dlatego właśnie, to mnie nie za bardzo wzrusza. Popieram, bo muszę, bo PiSowskiej wizji zawłaszczania sądów nie popieram, jeżeli można tak powiedzieć, jeszcze bardziej. Dżuma czy cholera, to taki wybór.