Zaznacz stronę

Niezawisłość sądów została w Polsce wyniesiona do roli świętego Graala, o który wszyscy chcą się zabijać, tylko nie wiedzą, po co komu on jest potrzebny. Jest to najzupełniej fałszywa narracja, kolejne, choć znów raczej przypadkowe zwycięstwo PiS w kwestii o czym i jak należy dyskutować. Nikt, zwłaszcza po stronie sędziów, nie był uprzejmy odpowiedzieć, czy niezawisłość ma polegać, jak zawsze dotąd, na tym, że sędziowie sami się wybierają na wszelkie możliwe funkcje oraz przejmują monopol na rozumienie prawa i wszystkiego tego jeszcze, co jest obowiązkiem sądów w demokratycznym państwie? Czy niezawisłość, jak zawsze dotąd w wolnej Polsce było (o tamtej nie wspominając), ma oznaczać, iż każde kwestionowanie jakości, moralności, profesjonalizmu czy zwykłej konduity sędziów będzie jak zawsze traktowane jak zamach na niezawisłość i godność zawodu?

Więc ja przy tej okazji z tematem a propos, to jest z tematem roli biegłych i ekspertów w polskich sądach. W temacie biegłych przegląda się wiele z problemów polskiego sądownictwa, w tym problem kompetencji profesjonalnej, ale także niezależności i stosunku do świata.

W polskich sądach obowiązuje (sędziów) bezwzględny posłuch wobec opinii biegłych. Biegłych wyznaczonych przez sąd, dodajmy na wszelki wypadek.

Równolegle występuje zjawisko całkowitego lub niemal całkowitego eksperckich opinii prywatnych, przedkładanych przez strony.

Innymi słowy najgorsza opinia urzędowa,  nierzadko wydana przez zupełnych kretynów i nieuków, jest z definicji traktowana jako bardziej wiarygodna, niż opinia intelektualnie dojrzała i wyrafinowana, lecz przyniesiona do sądu przez jedną ze stron.

Opinie prywatne są traktowane w sądach jako uzyskane w wyniku przekupstwa i szwindlu, choćby były sporządzone przez najwybitniejszych specjalistów z poszczególnej dziedziny.

W kilku sprawach, w których składałem opinie prywatne, nie zostały one nawet wspomniane w uzasadnieniu wyroku. Tak jak by ich nie było. Choć były one, nie waham się tak twierdzić, bez porównania mądrzejsze i pod każdym względem lepsze, niż opinie wydane na zlecenie sądu.

Ponieważ sądy i prokuratury płacą słabo, więc listy biegłych składają się z coraz słabszych fachowców. Coraz słabsi fachowcy nie dość, że są niezbyt mądrzy, to jeszcze na ile to tylko możliwe, wydają opinie, których głównym celem i przesłaniem jest zadowolenie sądu, utrafienie w sądu, a zwłaszcza prokuratury, wyobrażonego oczekiwania.

Cała ta sytuacja w zasadniczej mierze wynika z faktu, że opinie urzędowe nie są w żadnym stopniu przedmiotem merytorycznej oceny ze strony sądu. Sędziowie w Polsce wyrzekli się wszelkiej władzy nad opiniami biegłych. Zachowują się i wyrokują najczęściej tak, jakby czytali wyłącznie ich konkluzje.

Ta sytuacja została potwierdzona i ugruntowana orzecznictwem od góry do dołu, czyli od dołu do Sądu Najwyższego. Opinia prywatna nazywana jest informacją o dowodzie czy też w podobny, równie idiotyczny sposób.

Tu mi przychodzi na myśl sławna sprawa Alfiego Evansa, która w Polsce była politycznie i perwersyjnie wykorzystywana na użytek tak zwanej obrony życia. W sprawie tej ostateczny wyrok wydał sędzia Anthony Hayden z Family Division of the High Court. Wszystkim tym, a zwłaszcza tym sędziom, którzy uważają, że biegły nie podlega ocenie sądu i że sędzia nie jest w stanie ocenić opinii biegłych – polecam uważną lekturę tego liczącego 23 strony wyroku. Jest to niezwykły przykład – do naśladowania – kim może być w sprawie bądź co bądź medycznej, dojrzały, mądry człowiek wykonujący zawód sędziego.

Polscy sędziowie wyrzekli się tej roli i wyrzekają się jej każdego dnia.

Co oznacza owa mityczna niezawisłość w takim przypadku? Ano to, że najgłupsza nawet opinia biegłych korzysta w ten sposób z pełnej nietykalności i niekwestionowalności. Niezawisłość musi bowiem oznaczać także autonomiczność poglądów, a autonomiczność – musi oznaczać mądrość. Bez mądrości niezawisłość jest zdjęciem z sędziów wszelkiej odpowiedzialności za to, co robią i jak oceniają świat. Odpowiedzialności rozumianej przede wszystkim jako zdolności do pełnego rozliczenia się przed społeczeństwem z podejmowanych decyzji.

Niezawisłość wyzuta z mądrości – zarówno tej czysto edukacyjnej jak i życiowej, bez wrażliwości na własne deficyty wiedzy i otwartości na wiedzę uzyskiwaną od innych – jest w gruncie rzeczy zagrożeniem. Ponieważ niezawisłość tak rozumiana oznacza zapewnienie udzielone sędziom, że bez względu na to, jak bezsensowne wydadzą wyroku – nic im się nie stanie, nikt ich nie rozliczy. I oznacza też, że nie muszę starać się zrozumieć, uczyć, pracować nad sobą i swoim rozumieniem świata. Niezawisłość załatwia wszystko. Niezawisłość tak rozumiana oznacza monopol na prawdę. Oznacza – że skoro wydałem wyrok, którego nikt nie może podważać – poza regułami wyznaczonymi przez system, w ramach którego wyrok podważać mogą tylko inni sędziowie – to znaczy, że nie mam żadnych innych obowiązków, poza wydawaniem wyroków. W wynik czego mam władzę absolutną, bo daje mi są niezawisłość.

Ten system działa w zachodniej demokracji lepiej lub gorzej. Nigdzie nie jest narażony na jego zmanipulowanie i wypaczenie. Dlatego cały czas wymaga kontroli społecznej i czujności społecznej.

Jego jakość zależy od kultury prawnej i intelektualnej społecznych elit, z których przecież koniec końców, wywodzą się sędziowie. Jego punktem wyjścia jest i będzie zawsze w pierwszym rzędzie system selekcji do zawodu. Dlatego właśnie pozwalam sobie mieć głęboką nadzieję, że do tego tematu wrócimy tak szybko, jak szybko się da. Co niestety oznacza, że wobec Pisowskiego populizmu w tej kwestii żadna sensowna rozmowa na te najważniejsze tematy chwilowo nie będzie możliwa.