Sprawy

Nadgorliwość gorsza od faszyzmu, czyli istota notarialnego poświadczenia podpisu

Ostatnio Kancelaria uczestniczyła przy zawarciu umowy przeniesienia udziałów, której stronami były spółki niemieckie: spółka z ograniczoną odpowiedzialnością oraz spółka komandytowa, której komplementariuszem była spółka z ograniczoną odpowiedzialnością.

Każda z tych spółek była zastępowana przez polskich pełnomocników.

Niestety, spotkaliśmy się z odmową poświadczenia podpisów pod umową przeniesienia udziałów, ze względu na brak wskazania w sporządzonej przez niemieckiego notariusza klauzuli uwierzytelniającej, że członkowie zarządu spółki ograniczoną odpowiedzialnością – będącej komplementariuszem w spółce komandytowej – działali jako reprezentanci wspólnika spółki komandytowej, który jest uprawniony do reprezentacji. W konsekwencji zasygnalizowano nam, że wątpliwe jest, czy spółka komandytowa udzieliła pełnomocnictwa, co z kolei może stanowić podstawę do podważania skuteczności umowy przeniesienia udziałów.

W naszej ocenie takie działanie jest nieuzasadnione.

Istotą poświadczenia podpisu – zarówno na gruncie polskiego prawa, jak i niemieckiego – jest potwierdzenie własnoręczności podpisu, czyli innymi słowy potwierdzenie, że notariusz sprawdził tożsamość osoby podpisanej na dokumencie i że osoba ta złożyła podpis w obecności notariusza. Tym samym z faktu, że notariusz poświadcza podpisy, nie można wywodzić jego roli gwaranta ważności oraz skuteczności czynności prawnej. W tym kontekście drobiazgowa analiza pełnomocnictw przez polskich notariuszy nie zasługuje naszym zdaniem na uznanie.

 Do góry