Zaznacz stronę

Moja oryginalna teoria na temat tatuażu była taka, że powierzchnia tatuażu na danym człowieku jest odwrotnie proporcjonalna do jego inteligencji lub może raczej mądrości. Innymi słowy – nigdy nie spotkałem prawdziwie mądrego człowieka, który by miał na sobie jakieś tatuaże, z drugiej strony spotkałem w życiu całe mnóstwo obtatułowanych głupków.

Tautaż jest w pierwszej kolejności aktem odrzucenia planu historycznego i rozwojowego własnej osoby. Jest uznaniem istnienia jedynie tu i teraz. Tatuaż wykonany w wieku 20 lat będzie prawdopodobnie w tym samym miejscu za 30 lat, kiedy to z wszelkim możliwym logicznym prawdopodobieństwem właściciel tatuaża będzie zupełnie inną osobą. Odrzucenie perspektywy historycznej i rozwojowej własnej osoby jest motywem społecznym powtarzającym się na różnych etapach rozwoju społecznego, być może taki motyw można wiązać z odwiecznym motywem zatrzymania młodości, czyli traktowania pewnego okresu w swoim życiu jako jedynego, który ma sens. W rzeczywistości jest to oczywiście fikcyjnej i formalne odrzucenie tego, co i tak nieuchronnie nas czeka, a mianowicie choćby tego, że nie będziemy zawsze młodzi.

Tatuaż mówi tyle – nic mnie nie obchodzi, jak bardzo bezsensownie będzie na mnie wyglądał ten jaszczur, smok czy orzeł za 30 lat, to się zupełnie nie liczy, liczy się tylko to, że zrobię sobie coś takiego, co mnie wyróżni. To jest drugi kluczowy motyw tatuażu – zaistnienie, wyróżnienie, odróżnienie się od innych. Ten motyw prześladował mnie przez dziesiątki lat w stosunku do wąsów i wąsatych, ta nerwicowa potrzeba zaznaczenia swojej odmienności i tożsamości ale nie przez to, kim się w istocie rzeczy, powiedziałbym, z natury – jest, ale przez uzupełnienie swojej fizyczności jako niewystarczającej do tego, by się wyróżniać.

Moja teoria należy do teorii porządkujących świat co oznacza, że nie musi być bezwyjątkowa. Przykłady osób mądrych, które mimo wszystko zrobiły sobie tatuaż, omawiam odrębnie, ponieważ niszowo zrobienie sobie tatuaża nie wiąże się z mądrością, tylko z problemem identyfikacji społecznej. Tatuaż ma umożliwić w takim przypadku inną, niedostępną za  pomocą zwykłych środków, identyfikację społeczną. Nie mniej, podstawowy, wyłożony powyżej paradygmat mojej teorii (ścisły, odwrotnie proporcjonalny związek tatuaża z mądrością) potwierdzam niewzruszenie.

Można to ująć w ten sposób: nie jestem dostatecznie pewny tego, kim jestem, czy jestem różny przez to, kim jestem, przez swój rozum, mowę, wyobraźnię czy zdolność przyswajania wiedzy. Co więcej, zachodzi poważna obawa, że jestem głupszy, mniej ciekawie mówię i mniej rozumiem ze świata, niż parę innych osób, które znam. Dojście do tego miejscu, w którym oni są za pomocą myślenia czy czytania jest koszmarnie trudnym zadaniem, a kto wiem, może w ogólności nieosiągalnym. Ale przecież nie mogę, nie chcę być jeszcze jednym takim samym człowiekiem na tez Ziemi, choć wszystko wskazuje na to, że mój mózg, czy moja dusza czy moja naturalnie dana fizyczność nie jest wystarczająca do tego, by od innych się odróżnić. Więc zrobię sobie coś takiego, czego nikt inny nie ma i mieć nie będzie: walnę sobie na brzuchu smoka, a na łydce Jimmy’ego Hendrixa, czy jakoś tak. Będę wreszcie na pewno, w sposób niepodważalny, inny, niż inni.

Zapewne, nie ma sensu rozwodzić się nad estetyką tatuażu, choć uważam, że podstawowe, powszechne rozumienie paremii o niedyskutowaniu o gustach jest doszczętnie głupie, choćby dlatego, że ludzie o niczym nie dyskutują tak często, jak o gustach. W moim rozumieniu estetyki tatuaż za mocno jest, być może, sklejony z kryminałem i syfem społecznym, żebym był w stanie przejść do traktowania go w kategoriach estetycznych. Moje rozważania w tej sprawie zatrzymują się przed momentem zmieniania ludzkiego ciała z jakiegokolwiek innego powodu, niż medyczna konieczność. Rozumiem jednak, że ta kwestia istotnie należy do sfery trudno argumentowalnej. A co najmniej ja nie jestem do takiej argumentacji przygotowany. Sam jestem ciekaw, czy właściciele tatuaży uważają je za ładne, czy też bardziej uważają je za potrzebne jako wyróżnik, czyli za narzędzie.

Moją teorię będę rozwijał, zwłaszcza pod wpływem krytyków.