Zaznacz stronę

Tandeta ma swoją definicję słownikową, jak wszystko. Moja jest trochę inna własna. Tandeta to jest rzecz, zjawisko, produkt, zachowanie, ogólnie jakiś wytwór ludzkiego działania który jest podobny do tego, pod który się podszywa i który udaje, ale nim nie jest.

Powiem szczerze, tandety nienawidzę od dzieciństwa, ponieważ tandeta to nie tylko coś kiepskiego jakościowo. W tandecie jest także element oszustwa, bo zwykle wciskanie tandety łączy się co najmniej z próbą oszukania poprzez sugestię, że sprzedaje się co lepszego. Rzadko który tandeciarz mówi, że ma w sprzedaży tandetę (nie dotyczy to tylko cnetrum handlowego w Krakowie).

Wizyta Dudy u Trampa jest zatem zmową tandeciarzy.

Nie wiem, jak to było w przeszłości, sięgając pamięcią w przeszłość nie potrafię odtworzyć dokładnie, czy przywódcy dużych państw sięgali do tak tandetnych środków oddziaływania na wyborców. Mam wrażenie, że nie, że to jest signum temporis. Ja, co gorsza, nie wiem czy było kiedyś tak, że mechanizm demokratyczny był z premedytacją wykorzystywany do tego, żeby rządzić za pośrednictwem ludzi głupszych, zdezorientowanych i naiwnych. I by do nich właśnie adresować poszczególne medialne akcje para-polityczne. Jak to ma miejsce w tym przypadku.

Jeżeli ktoś bowiem do tej pory nie wie, jak kompletnie pozbawiona znaczenia, osobowości i jakiegokolwiek sensu jest prezydentura Dudy, ten prawdopodobnie jest człowiekiem o cokolwiek ograniczonych zdolnościach poznawczych. Oczywiście, można akceptować Dudę jako konieczny element układu politycznego, który zapewnia PiSowi autorytarnopodobne rządzenie Polską. Nie mniej jednak zakładam, że do tych, którzy tak uważają w najmniejszym stopniu nie trzeba adresować spotkania z Trumpem, jako dowodu na polityczne znaczenie Dudy, ponieważ zarówno oni, akceptujący wyzerowanie prezydentury jako warunek władzy Kaczyńskiegi, a prawdopodobnie także nawet Trump, chociaż też jest głupi, wiedzą, że Duda jest bez znaczenia.

Więc ci, którzy wiedzą, kim jest Duda i wręcz akceptują jego nicość, bo jest ona elementem koniecznym dla władzy Kaczyńskiego – tacy wcale to a wcale nie potrzebują spotkania z Trumpem, bo ona ich nie ma przekonać do niczego.

Oznacza to, że ta wizyta jest adresowana do tych nieszczęśników, którzy uważają że Duda jest naprawdę prezydentem, że naprawdę podpisuje jakieś porozumienia i naprawdę ma o czym rozmawiać się i po co spotykać z Trumpem.

Odnoszenie się w tej sprawie do polskiej racji stanu i takich wysokich zjawisk wydaje mi się zupełnym nieporozumieniem. Duda tą wizytą usiłuje trafić do najgłupszych wyborców, którym można wcisnąć kit w postaci spotkania z Trumpem i przekonywania ich, że stanowi ona dowód, że Duda, właśnie, że jest naprawdę prezydentem i zamierza nim naprawdę być. Być może, jest to próba dotarcia do wyborców tak nierozgarniętych, że do tej pory się nie zorientowali, kim jest Duda, a może do takich, którzy w ogóle do tej pory nie brali udziału w wyborach a teraz się dowiedzą, jak doniosłym politykiem jest Duda.

Dla Trumpa oczywiście to spotkanie jest o wiele mniej ważne w jego kalkulacji politycznej, nie mniej choć jest to kalkulacja mniejsza, ale jakościowo tak samo wredna i kłamliwa. To znaczy on adresuje to spotkanie do tych, którym się wydaje, że Polska jest ważnym europejskim partnerem, co oznacza, że mimo wszystko Trump się nie wypiął na całą Europę, a być może adresuje do tych tak mądrych, którzy uważają, że Duda jest naprawdę prezydentem tego europejskiego partnera.

Więc już nie wiem, naprawdę nie wiem, czy kiedyś też tak było, że politycy na całym świecie wygrywali wybory, ponieważ w całym elektoracie wycelowali swoje akcje polityczno-piarowe w tych, którzy możliwie mało rozumieją. Obecna zmowa dwóch tandeciarzy świadczy o tym, że przynajmniej ich spin doktorzy uważają, że tak właśnie politykę prowadzić trzeba. Bo co do Trumpa i Dudy to raczej uważam, że oni nic nie uważają, tylko kombinują, jak wygrać kolejne wybory pomimo, że ani jeden ani drugi nie potrafiłby sensownie wyjaśnić, po co on te wybory miałby wygrać.

Jeżeli tak ma wyglądać demokracja i jeżeli takich prezydentów ma powielać ta demokracja to znaczy że wszyscy jesteśmy, no, wiecie gdzie.