Zaznacz stronę

To, że będzie kryzys gospodarczy – nie ulega wątpliwości. Nie wiadomo, jak głęboki kryzys, bo oczywiście nie wiadomo, jak długo potrwa. Co ciekawsze, niekoniecznie wiadomo, jakie okażą się rzeczywiste przyczyny tego kryzysu. Brzmi to mętnie, ale będzie kryzys i wielki wokół niego spór, co go spowodowało pośrednio i bezpośrednio.

Nowocześni ekonomiści mają coraz nowocześniejsze metody, więc może to i owo ustalą. To, że ludzie nie chodzą do galerii i że nie kupują w większości nikomu niepotrzebnych rzeczy (to znaczy niepotrzebnych w tradycyjnym rozumieniu słowa „potrzeba” choć potrzebnych w tym rozumieniu słowa „potrzeba” które oznacza potrzebę samą w sobie, oczekiwanie, które należy zaspokoić) zapewne będzie miało znaczenie, ponieważ ekonomiczny pomysł Keynesa sprzed 90 już lat czyli prawie sprzed wieku nadal jest główną ideą systemu, który nazywamy kapitalizmem (a który nie jest kapitalizmem w tym sensie, w jakim kiedyś używano tego określenia dla odróżnienia od jego alternatywy, czyli „socjalizmu” oraz czegoś po środku, co nazywano „trzecią drogą”, czego zresztą w końcu nigdy nie było). Czyli, kreowanie popytu, sprzedawanie za wszelką cenę, jako droga do szczęścia dla wszystkich.

Nie jestem na bieżąco ze wszystkimi doniosłymi koncepcjami, ale wydaje mi się, że ciągłe zwiększanie popytu i konsumpcji w najbardziej logiczny ze sposobów musi być drogą donikąd w odniesieniu do całego świata. Zwiększanie popytu i tym samym zwiększanie produkcji, sprzedaży, zwiększanie potencjału, zwiększanie osiągnięć nauki, powszechności, dostępności, zwiększanie wszystkiego, zwiększanie penisa, średniej płacy, zwiększanie, wzrost, rozwój czyli jedyna powszechna idea ludzkości. Nie mam wiary w to, żeby koronawirus zmienił nasze myślenie w tej sprawie, aczkolwiek to myślenie doprowadzi nas do zagłady jako całą ludzkość, ponieważ każdy we własnym zakresie uważa, że problem ludzkości rozwiąże ktoś inny.

Procent ludzi, którzy mają ludzkość na uwadze jest zastraszająco niski. Mam sąsiadów, którzy od czasu do czasu zostawiają na klatce schodowej – są tylko dwa mieszkania – śmieci. Walczę z nimi moralistycznie w ten sposób, że im te śmieci wynoszę do pomieszczenia na poziomie minus jeden, gdzie wszystko jest elegancko posegregowane, mam pewne sukces, myślę, że trochę im głupio. Nie to było jednak dla mnie problemem, że wynoszę nieswoje śmieci, ale to iż, zobaczyłem, że wszystkie śmieci sąsiad z sąsiadką składają na kupę, w ogóle nie przejęli się segregacją odpadów.

Problem jest niewątpliwie większy dla nich, niż dla mnie, bo ja jestem 30 lat od nich starszy i mnie zasadniczo koniec świata dotyczy mniej, niż ich. Oboje, ona i on, młodzi, ładni, wgląda na to, że z kasą, szkoda mi ich. Okazuje się, że dominująca koncepcja nachapania się wygrywa z koncepcją końca świata z powodu jego zaśmiecenia. Nie jest to takie dziwne, skoro premier rządu Morawiecki wprost opowiada się za koncepcją nachapania się jako bardziej przydatną Polakom, niż koncepcja końca świata. Bo oni się już nachapali, mówi o Niemcach i tych innych, więc mogą się zajmować końcem świata, a my jeszcze się nie nachapaliśmy, więc nie możemy.

Jest to koncepcja groźna co mówię z powołaniem się na własne doświadczenie a premier Morawiecki być może wcale nie ma innego. Otóż jego koncepcja zakłada, że istnieje jakiś obiektywny próg nachapania przy którym ludzie oraz narody mówią – dość, teraz zajmiemy się końcem świata. I, że refleksja na ten temat przychodzi sama z siebie, jako funkcja wykładnicza nachapania się.

W tym jest moim zdaniem gruby błąd natury filozoficznej w sensie – ontologicznej, ponieważ refleksja nigdy nie przychodzi sama, tylko trzeba pozwolić jej przyjść, trzeba spowodować, żeby przyszła (choć jest taki głupi zwrot który wskazywałby, że jest inaczej, “przyszła do mnie refleksja”). Refleksja to jest najczęściej efekt wzorcowania. Podsuwanie wzorca myślenia jest w większym stopniu zadaniem dzisiejszych rządów, niż zarządzanie gospodarką, ponieważ w normalnych okolicznościach, w systemie liberalnej demokracji, kapitalizmu i Unii Europejskiej, przy oczekiwaniach wyborców i łatwości zmieniania rządów swoboda decyzji gospodarczych rządów jest w gruncie rzeczy bardzo mała i kończy się w ciągu czterech, maksymalnie ośmiu lat. Natomiast wzorce myślenia i postępowania, wzorce segregowania śmieci oraz przekonanie o tym, że nie istnieją naturalne granice nachapywania się – to wszystko powinno być głównym zadaniem odpowiedzialnej władzy politycznej.

Takem myślił w czasach dla myślenia cokolwiek lepszych, iż wszystkie inne czasy. Nie tylko dlatego, że mamy wszyscy trochę więcej czasu (wcale nie jestem tego tak bardzo pewien), ale przede wszystkim dlatego, że zaraza pokazała nam wszystkim, że z całą naszą supertechnologią, supernauką, superselekcją do rządzenia – jako świat, a może zwłaszcza świat zachodni, liberalny, bo on w końcu bierze odpowiedzialność za całą resztę, otóż ten nasz świat jest pyłkiem na wietrze, gównem psim wobec takiej sobie zwykłej zarazy, z przeproszeniem każdego na tej Ziemi psa, który jest mi bratem w ziemiańskości (ksiądz Szelest tłumaczy w „Prowadź swój plug…” Janinie Duszejko, że żałoba po zwierzętach to grzech, ona nic nie mówi, ale potem go podpala razem z całym kościołem).

Nie mam jeszcze jasnej koncepcji – choć jest już parę propozycji – jak tę cholerną zarazę powiązać z moją zieloną ideologią, której podsumowaniem jest przekonanie, że świat zmierza do zagłady. Wydaje mi się jednak, że w dość oczywisty sposób produkujemy rzeczy, który nigdy przedtem w naturze i na świecie nie było. Harari bodaj zauważa, że żadne jabłka, zboża czy co gorsza kurczaki, które dzisiaj zjadamy nie istniały nigdy w tej postaci w naturze. Nawet dziki i nawet miód są inne, bo dziki i pszczoły musiały się dostosować i zmienić. Więc jak tu do cholery można się dziwić temu, że stworzyliśmy takiego wirusa, który żyje własnym życiem i robi co chce. To jest tylko jedna z wielu ubocznych produkcji naszego „czynienia Ziemi poddaną”, z pozdrowieniami dla św. pamięci ks. Szelesta , który tym biblijnym tekstem przekonywał Janinę Duszejko.

Janina (przepraszam ją, nie lubiła bardzo tego imienia, ale nie mogę jej nazywać po nazwisku, bo jest mi zbyt bliska) jednak tak bardzo kochała swoje psy zwane córeczkami, bo miała do nich takie właśnie stosunek, że nie było dla niej kluczowe, że nie są ludźmi tylko psami, że w ramach wyrównywania sprawiedliwości zmuszona była księdza Szelesta spalić razem z całym kościołem, zresztą wykluczyć nie można, że to akurat ksiądz zastrzelił córeczki. Była to radykalna decyzja, ale czy perspektywa końca świata nie powinna stanowić zachęty do pewnego radykalizmu?