Liverpool czyli stan świadomości

0

Liverpool, klub któremu sprzyjam od ponad 40 lat został mistrzem Anglii. Został mistrzem na raty. Z racji ogromnej przewagi punktowej, rzeczy była oczywista od dawna, natomiast chodziło o taki moment, w którym nawet teoretycznie wygranie ligi przez inny klub nie będzie możliwe. Pandemia opóźniła ten moment, nie mniej spotkał on się – jak na wydarzenie w końcu tylko sportowe – z niezwykle rozległą recepcją na całym świecie. We wszystkich ważnych serwisach informacyjnych pojawiła się informacja opatrzona w drugim zdaniu wyjaśnieniem. że Liverpool czekał na ten tytuł 30 lat. Ładnych parę tygodni potem był formalny moment świętowania, ale prawdziwej kibicowskiej fety nie było i na razie być nie może. Moja refleksja też więc przychodzi na raty.

Choć zdanie to – iż Liverpool czekał 30 lat na tytuł – jest prawdziweest w gruncie rzeczy oświadczeniem pewnego poglądu. Bardzo wiele innych angielskich klubów także nie zdobyło mistrzostwa od bardzo dawna, w tym także Everton, by podać ważny przykład, nikt jednak nie mówi o nich, że czekają na mistrzostwo. Takie zdanie co najmniej pośrednio mówi o powszechnym poglądzie, że Liverpoolowi taki tytuł w pewnym sensie się należy, że tytuł „przynależy” do Liverpoolu, że to jest tylko kwestia czasu, stąd rodzaj zdziwienia w tym trzydziestoletnim czekaniu.

Jest w tym z całą pewności wyraz powszechnej sympatii i przyjaźni dla tego klubu, i to wcale nie ze strony zaprzysięgłych kibiców, bo tacy mają zwykle swoje wybory, natomiast powszechnie wiadomo, że Liverpool jest najważniejszym klubem drugiego wyboru, czyli takim, który wybiera się po tym, któremu sprzyja się najbardziej. W skali światowej popularność Liverpoolu jest unikalna zwłaszcza jak na fakt, że klub nie był w stanie przez wiele lat na stałe odgrywać czołowej roli w świecie futbolu, co zawsze jest niezbędne by podtrzymywać światową popularność.

Skąd się bierze ta powszechna, często nie do końca uświadamiana sympatia do Liverpoolu? Nasz skojarzenia często prowadzą nas we właściwym kierunku nawet jeżeli nie wiemy dokładnie, skąd się biorą. Liverpool jest klubem lewicowym. Przenoszenie prostych politycznych kalek na rzeczywistość sportową oczywiście nie ma sensu, nie mniej jednak symboliczna warstwa publicznie znaczących organizacji czy instytucji jest czytelna. Oczywiście, lewicowa duchowość Liverpoolu nie może stanąć na przeszkodzie by uczestniczyć w miliardowym, niezwykle skomercjalizowanym biznesie, ale tak jak w wielu innych przypadkach jest to warunkiem wejścia, warunkiem rozpowszechniania wartości i dostępu do masowej publiczności. Piłkarze, trener nie mówiąc o właścicielach są milionerami w skali przekraczającej wyobraźnię większości ludzi, którzy im kibicują. Nie mniej, kluby uczestniczące w tej samej miliardowej zabawie niosą różne wartości.

Kolor nie jest przypadkowy, jego wybór pochodzi z czasów, gdy znaczył co innego, niż teraz, a zwłaszcza dla ludzi żyjących w krajach przeczołganych przez realny socjalizm, z czasów gdy był powszechnym wyborem ludzi różnych klas poszukujących równości i sprawiedliwości społecznej. Liverpool jest klubem o zadeklarowanym antydyskryminacyjnym, równościowym, wrażliwym społecznie apelu. W najmniejszym stopniu nie jest przypadkiem, że taki klub przyciąga takich piłkarzy jak Salah czy Mane, którzy ze swoim astronomicznym majątkiem zaangażowanie są w społeczne projekty i niekoniecznie opowiadają o nich sami z siebie.

W Liverpoolu obecny jest powszechny feeling równości – czarnoskórzy piłkarze grają wszędzie, bo grają lepiej od innych – ale w Liverpoolu znajdują jakby lepsze miejsce. W tej chwili w składzie Liverpoolu jest dosłownie kilku białych piłkarzy, większość stanowi różne wariacje i mieszanki ludzkich ras z różnych miejsc na świecie.

Kluby, świadomy kluby rozumieją dla kogo grają i skąd się bierze ich społeczne znaczenie. Twórcą potęgi Liverpoolu był Bill Shankly, były górnik, zadeklarowany lewicowiec, promujący równościową wizję świata przy każdej okazji, lewicowy w każdym calu, w tylu i języku.

Klub popiera różnorodność nie tyle w słowach, co w całym swoim istnieniu, w gestach i przywiązaniu do czerwonej tradycji. Jest to bezsprzecznie duch lewicowości, duch czerwony, duch otwartości zrozumienia. Lokalna widownia, przy całym tym wielomilionowym audytorium klubu, pozostaje głównym punktem odniesienia.

Ten powszechny stosunek akceptacji Liverpoolu ma swoje najróżniejsze źródła. Liverpool jest raczej niedużym miastem, przynajmniej na tle tych wszystkich wielkich miast, których kluby zdominowały najważniejszej ligi. Jest miast żyjącym w dużej mierze dla futbolu i zarazem podtrzymującym niezwykle zapotrzebowany mit, że wszystko co najważniejszej jest dostępne dla każdego, jeżeli tylko się postara. 

Lokalna baza kibicowska, oczywiście, już nie robotnicza, bo robotników tak dużo już nie ma, raczej średnia klasowa, jest wyraźnie politycznie zorientowana. Pamiętam taką dyskusję na stronach Liverpoolu, zdecydowana większość uczestników była przeciwna Brexitowi, jeden z nich wyraził w poście co by powiedział zwolennikowi konserwatystów, gdy go spotka na Anfield,  na co inny mu odpowiedział, że ma małe szansę spotkać konserwatystę na trybunach Anfield.

Świat oczywiście boi się być lewicowy, bo ci, którzy określają jego losy mają obawy, że lewicowość pozbawi ich tego wszystkiego, co mają. Innymi słowy mnóstwo ludzi w sensie duchowym wolałoby opowiedzieć się za bardziej sprawiedliwym światem, ale uważa to za ryzykowne. Nie tylko przez oddanie części swojego dobrobytu ale konieczność liczenia się z poglądami bardzo różnymi od naszych. Dlatego dla wielu z nas łatwiej jest opowiedzieć za symbolami lewicowości, równości niż za radykalną zmianą wyznaczoną przez ten historycznie znienawidzony kierunek polityki.

Pewnie mnie zresztą też się łatwiej opowiedzieć za symbolami, niż za prawdziwą zmianą wszystkiego w stronę bardziej sprawiedliwego świata. Zdaje mi się jednak, że pewien stan świadomości jest niezbędnym punktem wyjścia, bo uczynić te świat choć trochę lepszym. Liverpool FC to jest taki stan świadomości.

Udostępnij

O autorze

Zostaw Odpowiedź